|
11 grudnia 2000
De Mottola. To nazwisko można już oficjalnie dodawać do i tak długiego (dla nas, ale nie dla Latynosów) nazwiska Ariadna Thalia Sodi Miranda. Zgodnie z zapowiedziami, ślub Thalii i szefa koncernu Sony Music Tony'ego Mottoli miał oprawę prawdziwie królewską. W obecności wielu sław - m.in. Michaela Jacksona, Julia Iglesiasa, Veroniki Castro, Fernanda Carrilla, Victora Noriegi, Roberta de Niro, Danny'ego DeVito, Jennifer Lopez, Glorii Estefan - młoda para powiedziała sobie sakramentalne "tak" w katedrze św. Patryka w Nowym Jorku. Ten neogotycki kościół ma 2,2 tys. miejsc siedzących i trzy organy. Mimo to bezpośrednimi świadkami uroczystości było tylko kilkadziesiąt osób - tłum fanów zebrał się przed katedrą. Obowiązki drużby pełnił mąż i menedżer Glorii Estefan - Emilio, druhny - jedna z sióstr Thalii. Podczas ceremonii śpiewali Donna Summer i Marc Antohny.
Już na kilka tygodni przed ślubem na oficjalnej stronie Thalii można było poczytać opisy wspaniałej sukni ślubnej projektu meksykańskiej projektantki Mitzy, która pracuje dla Thalii od początku jej kariery. To prawdziwa suknia bajkowej księżniczki - widać ją na zdjęciach ze ślubu, które można obejrzeć na stronie www.thalia.com (stamtąd pochodzi też nasze zdjęcie). Dość wspomnieć, że na uszycie 16-metrowego, trzywarstwowego trenu zużyto 48 m jedwabiu, 48 m podwójnego jedwabnego tiulu, tysiąc szpulek srebrnej nici i 10 kg szklanych "łezek". Suknię z krynoliną (12 metalowych obręczy, 20 metrów tiulu), także zdobiły hafty "łezkami" (3 kg). całość ważyła 70 kg.
Nie była to jedyna suknia przygotowana na ten dzień: inną Thalia miała na sobie podczas weselnej kolacji, jeszcze inną - podczas tańców. Szyciem wszystkich sukni zajmowało się 13 osób.
Tort weselny miał 14 pięter (ponad 160 cm wysokości) i przystrojony był ponad 1000 białych i różowych różyczek z cukru. Goście zajadali się też "ciastem z importowanej czekolady z podwójnie waniliowym kremem" i "Żółtym ciastem maślanym z wanilią i konfiturą z malin".
Dzień później państwo młodzi udali się w podróż poślubną na indonezyjską wyspę Bali.
Hola, Natalia! Zbuntowany anioł był u nas króciutko: dwa dni. Okazało się - ku rozpaczy wielu wielbicieli - że czarna, przycięta w szpic grzywka zdobi czoło Natalii Oreiro nie tylko na okładce najnowszej płyty. Fani bardzo tłumnie zjawili się na dwa spotkania z Natalią w warszawskich sklepach muzycznych, dość skutecznie blokując chodniki przed wejściami. Zaczopowane było zwłaszcza rondo ONZ, gdzie niezbędna okazała się pomoc policjantów kierujących ruchem. Aż pięć jednostek policji pilnowało porządku na Starówce, którą gwiazda miała zwiedzić. Nie zwiedziła - na Placu Zamkowym powitał ją ponadtysiącosobowy tłum. Z białego Lincolna - którym przyjechała prowadzona przez radiowóz na sygnale - wysiadła tylko na chwilę. Pomachała ręką, krzycząc "kocham was", dała (tylko) dwa autografy i odjechała. Nieliczni szczęściarze stojący najbliżej zapamiętają jej figurkę w beżowym futerku i malinowej bluzce.
Natalia przyjechała wraz z przyjaciółką Valerią i całą ekipą. Zatrzymała się w hotelu Sheraton, gdzie dla jej bezpieczeństwa zamknięto całe piętro. Nagrałą koncert sylwestrowy dla Polsatu i rozmowę dla programu "Na każdy temat", spotkała się z finalistkami konkursu na swojego sobowtóra - i odleciała do Pragi, która jest kolejnym przystankiem trasy promocyjnej płyty "Natalia Oreiro"..
|