english cesky magyar russian romana polski
FAQ | napisz do nas | szukaj
 
Marta Julia
Meksykańska Marilyn Monroe

[więcej...]
Ambar Diaz
Ładna, nie seksowna

[więcej...]


wybierz gwiazdę:

grudzień 2001

Nowy rok to nowe życie!

Z Natalią Streignard specjalnie dla Zone Romantica rozmawia
w Caracas Justyna Zuń-Dalloul

TRAILER (530KB)
Natalia pozdrawia
nas po polsku!


galeria zdjęć

Zone Romantica: Co zmieniłaś ostatnio w swoim życiu?

Natalia Streignard: Kraj, stan cywilny, telewizję...

R.: O czym porozmawiamy najpierw?

N.S.: Wszystko jest ważne i wszystko miało wpływ na moje życie. Zmieniłam kraj, ponieważ rozstałam się z mężem i wcale nie jestem z tego dumna. Trudno o tym mówić. Mieszkałam w Meksyku i pracowałam dla Televisy. Po rozwodzie wróciłam do Wenezueli. Chciałam być blisko rodziny i przyjaciół. Pomagają mi przeżyć ten trudny okres. Od razu znalazłam pracę w telewizji RCTV. To też zmiana, ponieważ przedtem pracowałam dla Venevision. Wiem, że takie zmiany mogą mi pomóc. Nowy rok to nowe życie!
W gruncie rzeczy jestem z siebie bardzo zadowolona. Dzięki Bogu szczęście mi dopisuje. Gram w telenoweli i robię to, co lubię. Mieszkam blisko rodziny, której bardzo potrzebuję. Z Mariem pozostaliśmy przyjaciółmi. Przynajmniej tyle nam się udało ocalić.

R.: Venevision relacjonowała ceremonię waszego ślubu. Oglądała ją cała Ameryka Łacińska...

N.S.: Tak. Dlatego trudno mówić o rozwodzie. Cały świat obserwował mój ślub, a potem śledził każdy mój ruch. Było nam bardzo dobrze i niczego nie żałuję. Przeżyliśmy cudowne chwile. Bawiłam się jak nigdy dotąd. Niestety, nie zawsze jest tak, jakby się chciało...

R.: Co was poróżniło?

N.S.: Nie mogę powiedzieć, że rozwiodłam się z tego czy innego powodu. Chciałbym znać receptę na szczęście. Trudno żyć w zgodzie z drugim człowiekiem, zwłaszcza jeśli wykonuje taki sam zawód. Oboje intensywnie pracujemy i musieliśmy poświęcać zbyt wiele rzeczy, żeby być razem. Nie dlatego się rozstaliśmy, ale z pewnością wpłynęło to na naszą decyzję. Ciągle się mijaliśmy, aż w końcu każde poszło w swoją stronę. Najważniejsze, że nadal go kocham i jestem przekonana, że Mario czuje to samo. Utrzymujemy ze sobą kontakt. Codzienne telefony byłyby zbyt kosztowne, rozmawiamy trzy razy na tydzień. Piszemy maile. Mario był tu przez dwa tygodnie i spędzaliśmy razem mnóstwo czasu. Nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. To bardzo ważne. Po rozwodzie byli małżonkowie, zwłaszcza aktorzy, wygadują na swój temat paskudne rzeczy - to jest straszne. Być może kiedyś zagramy w jakimś filmie. Proszę mnie źle nie zrozumieć: nie wiem, czy zejdziemy się, ale życie lubi płatać takie figle.

R.: Rozstaliście się w zgodzie, nie było problemów z podziałem majątku?

N.S.: Żadnych.

R.: Jak to się robi?

N.S.: Tajemnica! Mieliśmy majątek zarówno w Meksyku, jak i w Wenezueli. Mario został w Meksyku, a ja wróciłam tu. Gdybym czegoś potrzebowała, zadzwoniłabym do Maria i na pewno nie odmówił by mi pomocy.

R.: Znalazłaś sobie kogoś?

N.S: Na razie noszę żałobę po ostatnim związku. Marzę o dużej i szczęśliwej rodzinie, chcę mieć pięcioro dzieci. Nie wiem tylko, czy mi się uda. W tej chwili rany są zbyt świeże. Ciągle myślę o Mariu. Nie mogę z dnia na dzień rozpocząć nowego rozdziału w życiu. Dam sobie trochę czasu...

R.: Czy bliscy ci pomagają?

N.S: Oczywiście. Mam fantastyczną rodzinę. Bóg obdarzył mnie wspaniałymi rodzicami, których kocham nad życie. Coraz trudniej znaleźć tak dobre małżeństwo - od 40 lat są razem i ciągle się uwielbiają. Mam dwóch braci i dwie siostry, które mają już własne dzieci. Rodzina jest bardzo zżyta i wszyscy przeżywają moją porażkę. Zawsze bezwarunkowo trzymają moją stronę.

R.: Co myślą o twoim związku?

N.S: Twierdzą, że za szybko wyszłam za mąż. Chodziłam z Mariem ponad rok, ale w tym samym czasie kręciłam telenowelę. Kiedy się gra, człowiek żyje w zupełnie innym świecie i całkowicie zapomina o rzeczywistości. Zakochaliśmy się w sobie podczas pracy w serialu. Pobraliśmy się tuż po zakończeniu zdjęć. Nie mieliśmy okazji sprawdzić się. Nie wiedziałam, jaki jest prawdziwy Mario, a on nie poznał dobrze mnie. Bez wątpienia to była miłość, ale zanadto się pospieszyliśmy.

R.: Podobno twoi rodzice są Europejczykami?

N.S.: Urodziłam się w Madrycie. Tata jest Niemcem, a mama pochodzi z Argentyny. Kiedy wybuchła II wojna światowa, tata wyjechał do Argentyny. Był uciekinierem. Poznał moją mamę i wkrótce się ożenił. Dostał pracę w międzynarodowej firmie i zaczął podróżować. Moje dwie siostry urodziły się w Argentynie, moich dwóch moich braci w Barcelonie, a ja w Madrycie. Trzy lata mieszkaliśmy w Afryce, w Ghanie, a stamtąd przeprowadziliśmy się do Wenezueli. Tata nadzorował budowę tamy na Guri, która wytwarza elektryczność dla całego kraju. Później założył własną firmę w Caracas.

R.: Czy jesteś więc Wenezuelką?

N.S.: Urodziłam się w Hiszpanii, ale zanim skończyłam trzy lata, zamieszkałam w Wenezueli. Spełniam warunek, żeby posiadać obywatelstwo wenezuelskie: mieszkam tu ponad 15 lat. Czuję się Wenezuelką, bo tutaj dorastałam, tu jest mój dom, rodzina, a to jest najważniejsze. Kocham ten kraj, choć gdyby rodzice zostali w Argentynie, kochałabym pewnie Argentynę. Niemniej nie wyobrażam sobie mieszkania poza Wenezuelą. Byłam w Stanach, polubiłam Miami. Spodobała mi się jego społeczność, ludzie... ale musiałam wyjechać. Podobnie było z Meksykiem. Fantastyczne miasto, inne niż Caracas - ale nie wytrzymałam, nie potrafiłam sobie wyobrazić, że spędzę tam resztę życia.

R.: Kiedy postanowiłaś zostać aktorką?

N.S.: Zostałam nią raczej przez przypadek. Studiowałam prawo. Zostałam zaczepiona na ulicy i zaproszona na casting do reklamy mleka. Pomyślałam: raz kozie śmierć. Spodobała mi się atmosfera na planie, nie spinałam się, słysząc słowo "akcja!", nigdy nie bałam się kamery, nie paraliżowała mnie trema. Poczułam się jak ryba w wodzie. Wiedziałam, że nie mogę zmarnować takiej szansy. Początkowo pracowałam jako modelka dla telewizji. Kiedy znalazłam się w finale wyborów Miss Wenezueli, zaproszono mnie na casting do filmu. Dostałam główną rolę w serialu dla dzieci. Później dostałam inną dużą rolę w Venevision, w nowej telenoweli. Krok po kroku znalazłam się tu, gdzie jestem.

R.: Wiele kobiet chciałoby wyglądać tak jak ty. Jesteś zadowolona ze swojego wyglądu?

N.S.: Tak. Z natury jestem szczupła, nie muszę być na diecie, żeby utrzymać wagę. Jem bardzo różne rzeczy i mogę sobie na to pozwolić. Z drugiej strony regularnie ćwiczę i dbam o siebie, szczególnie w tygodniu; w weekendy już tak się nie pilnuję. Kiedy człowiek tak intensywnie pracuje, czasem zapomina nawet o jedzeniu. Poza tym nie palę, nie mam żadnych nałogów. To wszystko pozwala mi utrzymać dobrą formę.

R.: A co sądzisz o tak popularnych w Wenezueli operacjach plastycznych?

N.S.: Rzeczywiście są bardzo modne. Nie mam nic przeciwko chirurgii plastycznej pod warunkiem, że operacje wykonane są dobrze i z umiarem. Poza tym wszystko powinno się odbywać w swoim czasie. Nie ma usprawiedliwienia dla 20-letniej dziewczyny, która naciąga sobie skórę na twarzy. Jednak jeśli pewnego dnia uznam, że operacja plastyczna jest mi potrzebna, poddam się jej. Chirurdzy plastyczni potrafią czynić cuda.

R.: Brałaś udział w wyborach Miss Wenezueli i nie jest tajemnicą, że ten konkurs prawie zmusza kandydatki do operacji plastycznych...

N.S.: Wokół tego tematu krąży jakiś fałszywy mit. Uczestniczkom konkursu proponuje się operacje plastyczne pod warunkiem, że naprawdę są konieczne, poza tym są wtedy za darmo. Wiele dziewczyn to wykorzystuje. Biorą udział w konkursie choćby dla darmowej poprawki urody. Nieprawdą jest, że cię zmuszają do czegokolwiek. Mnie proponowano operację nosa. Nie rozumiałam, co z nim jest nie tak? Okazuje się, że mam tu rozszczepioną chrząstkę. Przesmyk pośrodku był według nich widoczny i okropny. Pomyślałam wtedy, że przesadzili. To w końcu drobiazg, nic szpetnego, ale do niczego mnie nie zmuszali. Poza tym byłam wtedy bardzo chuda, ważyłam 10 kg mniej niż teraz, dlatego ciągle mówili mi, że muszę przytyć. Jadłam co mogłam, mimo to nie byłam w stanie przybrać na wadze.

R.: Na czym Twoim zdaniem polega siła i magia telenoweli?

NS.: Telenowela przypomina nasze fantazje na temat życia. Są tam postaci, z którymi chcemy się utożsamiać. Na przykład bohaterką jest biedna dziewczyna, która z jakiegoś tam powodu staje się milionerką, albo jest brzydka, to ostatnio modny motyw, a z czasem staje się piękna, czy też wydaje się całkiem zwyczajna, a jednak zdobywa serce milionera. To jest coś ponad akcją telenoweli. Bohaterka musi się zmagać ze wszystkimi przeciwnościami losu, a jednak na końcu jej życie się układa, a ona odnajduje szczęście. O tym marzą zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Wielu ludzi chce, żeby ich życie się odmieniło, marzą o tym i tego szukają. W Wenezueli ludzie są nie tylko utalentowani, ale i piękni. Wszyscy bohaterowie telenowel, nawet złe charaktery, są ładni, przyjemni dla oka. Poza tym regułą jest, że dobro zawsze zwycięża i zostaje nagrodzone, a zło ukarane. Oglądając telenowelę widz na chwilę zapomina o reszcie świata i skupia na historii, w której sam chciałby zagrać główną rolę. Chociaż po drodze spotka cię wiele przykrości, w końcu odnajdujesz szczęście i osiągasz to czego pragnęłaś. Przesłanie telenoweli jest bardzo uniwersalne. Wszyscy na świecie pragną pokoju i piękna. Odcinek serialu to chwila, kiedy przeżywają tę iluzję. Oby spełniło się to w realnym życiu! Obecnie telenowela przechodzi pewną ewolucję: cukierkowe historie o miłości schodzą na dalszy plan, teraz podobają się te bliższe naszej rzeczywistości i codzienności. Oczywiście budowa telenoweli się nie zmienia, to znaczy jest mężczyzna i kobieta, kochają się, ale życie nie pozwala im być razem, jednak w końcu im się to udaje. Ich historia jest wzbogacana innymi elementami, ale podstawa się nie zmienia. I to się podoba.

R.: Pracujesz w wielu krajach: w Meksyku, Peru, Wenezueli, Miami. Gdzie pracuje się najlepiej, najprzyjemniej?

N.S.: Chyba najlepsza organizacja jest w Meksyku, ale tamtejsze studio jest ogromne i ma wiele lat doświadczeń na swoim koncie. Televisa swoją wielkością przypomina studia hollywoodzkie. Dlatego produkcja i postprodukcja muszą mieć swój porządek. Poza tym wszędzie jest podobnie - tak jak telenowele oparte są na jednym schemacie, tak samo wygląda ich kręcenie.

R.: Czy Twoje życie można porównać z telenowelą?

N.S.: Myślę, że każdy choć raz porównał swoje życie do telenoweli. Ja również. Wyszłam za mąż, nie ułożyło nam się, rozstaliśmy się, na moją głowę spadło na raz mnóstwo nieszczęść. Kiedy rozstawałam się z mężem, zachorowali moi rodzice i choć w Televisie szło mi tam bardzo dobrze, musiałam wrócić do Wenezueli, bo byłam potrzebna rodzinie. A teraz znowu odżyłam i jestem zadowolona z biegu wypadków. W telenowelach też tak jest. Mam nadzieję, że w mojej, tej życiowej, wszystko dobrze się skończy.

R.: Życzymy tego serdecznie!

N.S.: Dziękuję.

R.: A my dziękujemy za rozmowę.

kliknij na zdjęcie, aby je powiększyć   

20.06.2004 18:01
Ma dziwną tą twarz, jakby po operacji plastycznej.

chirurg

16.06.2004 21:00
à streignard ILOVE YOU ILOVR YOU ILOVE YOU IM TUNISIEN

sam.est@caramail.com

15.06.2004 20:38
salut c'est sami de tunisie j'aime natalia plz plz plz plz plz plz envoyer moi email de natalia

sam.est@caramail.com

02.05.2004 14:18
ja chętnie obejrzałabym LA NINA DE MIS OJOS !!! tego jeszcze nie było na naszym ekranie.Przynajmniej tam Natalia nie jest słodko - rozmazana.!.

Ga-By

21.04.2004 13:54
Ile razy można puszczać " W sidłach namiętności"!!!!!!!!!! Może byście zmienili repertuar!!!!!!!!!!!!!! A zamiast tego wolałabym zobaczyć "Ocaloną"

Gilda


[więcej komentarzy...]

 

czwartek
29 lipca 2010


  Droga do sławy


Premiere

  Bezwstydnice


  Zemsta, moja miłość


  Cztery małżeństwa
  i życie



Inne seriale

 Ojciec Coraje

 Kobieta Judasz

 Szmaciana lalka

 Niewolnica Isaura

 To jest życie