|
Mirela Mendoza
Ambitna i nieśmiała
grudzień 2005
Największy zawód swojego życia przeżyła kilka miesięcy temu w Meksyku. Przeszła przez castingi do jednej z ról w telenoweli Alborada, ale kiedy, cała szczęśliwa, przyszła do Televisy podpisywać umowę, komputer wypluł z siebie twarde stwierdzenie: "no contratable" (nie ma możliwości zawarcia umowy). Okazało się, że mimo pozytywnych ocen na castingu w opinii "televisowych" ekspertów Mirela Mendoza nie może grać w produkcjach tej stacji. A to dlatego, iż wszystkie telenowele wenezuelskie z jej udziałem pokazywała konkurencja Televisy, Azteca TV. To był cios dla ambitnej aktorki!
Bo Mirela (lub Mirella, obie pisownie tego imienia można spotkać w materiałach na temat telenowel) zawsze była ambitna. Jako dziecko śpiewała w dziecięcym zespole Las Voces Blancas. Później uczyła się tańca flameco i modelingu (a także makijażu i protokołu). Konsekwentnie odrzucała propozycje grania w telewizyjnych reklamówkach i udziału w konkursach piękności - postanowiła udowodnić, że kariera telewizyjna w Wenezueli jest możliwa bez tych dwóch etapów. Nie była zresztą przekonana, że chce grać - myślała raczej o pracy prezenterki, prowadzeniu z czasem pierwszych programów. Już w dwa tygodnie po pierwszym kontakcie z RCTV zaproponowano jej jednak wstąpienie do szkoły aktorskiej przy tej stacji, a po pierwszych dwóch tygodniach zajęć zaproszono ją na casting do serialu dla młodzieży Hoy te vi. Dopiero podczas pracy nad tym serialem Mirela stwierdziła, że aktorstwo jest dla niej wymarzone.
Kolejnym serialem była Tajemnicza kobieta, gdzie zagrała Fatimę, postać, która przyniosła jej popularność i która do dziś jest ulubioną rolą Mirelli. Dziś żałuje trochę, że dostała tę rolę tak wcześnie: "tak odpowiedzialną, u boku tylu znanych aktorów, a przecież sama miałam tak niewielkie doświadczenie i umiejętności! Mnóstwo stresów mnie to kosztowało. Ale też satysfakcja była olbrzymia!". Potem były seriale Moje trzy siostry, Hay amores que matan Viva la pepa. W tym ostatnim, po serii dobrych dziewczątek, po raz pierwszy zagrała żmiję - typ charakteru, który poprawiła zaraz potem w postaci Emmy w Kobiecie Judaszu.
"Jestem szczęśliwa, bo wierzę, że moja postać się rozwijała aż do apogeum. Każda kolejna postać pozwala mi dojrzeć jako aktorce. Emma, która nie ma ze mną nic wspólnego, zmusiła mnie do przełamania się pod pewnymi względami, przekroczenia kilku wewnętrznych barier. Musiałam zagrać w sposób naturalny, a nie nudny sceny rutynowe; z kolei sceny miłosne sporo mnie kosztowały, bo jestem nieśmiała. Uważam, że jako aktorce ta telenowela wiele mi dała. Jestem znacznie pewniejsza siebie". Pewniejsza, ale bardzo zmęczona - by zregenerować siły, pojechała na kilka tygodni do Indii, kraju, którym zafascynowała ją matka.
Wkrótce po powrocie zaproponowano jej rolę czarnego charakteru w Mi gorda bella. Odrzuciła ją, bojąc się zaszufladkowania. "Interesuje mnie różnorodność. Granie w kółko tego samego to nie aktorstwo. Aktorstwo to możliwość wczuwania się w cudze emocje. I to jest to, co kocham w tym zawodzie" - mówiła.
Trochę obawia się, by nie sklasyfikowano jej też jako seksbomby. "To piekło. Jestem skromna, choć mój wygląd mówi coś przeciwnego. Nie chcę budować kariery na tym, jak wyglądam, jestem aktorką, a nie modelką czy vedettą i nie chcę być tak postrzegana". Ale i tak media zmuszają ją do odpowiedzi na bezpośrednie pytania. Co jest najbardziej seksowną częścią jej ciała? Talia i pupa. Co uważa za swój największy wabik? Długie włosy. Co by zmieniła w swoim ciele? Nic.
Mężczyzna jej snów powinien być szczery, czuły, pełen szacunku i umiejący osiągać swoje cele. Kiedy poznaje faceta, zauważa najpierw jego oczy, uśmiech i ręce. Czy to zachwyciło ją w Joaquínie Cortésie, hiszpańskim tancerzu flamenco, którego taniec wywołuje w niektórych kobietach histerię? Byli parą kilka miesięcy, czas ten - tuż przed telenowelą La Invasora - Mendoza spędziła w Hiszpanii. Oficjalnie Mirela się do tego nie przyznawała, dopiero niedawno wyznała, iż "Joaquin zapisał kilka kart w księdze mojego życia. Mam bardzo miłe wspomnienia, ale chcę je zachować dla siebie". Romans skończył się podobno, gdy niepoprawny podrywacz Cortes wyjechał na Ibizę z jedną ze swych dawnych narzeczonych, niejaką Belice.
Ostatnie seriale Mirelli to La Invasora, w której znów walczy o serce Juana Carlosa Garcii, tym razem z Danielą Alvarado (rola Mireli przeznaczona była pierwotnie dla Roxany Diaz) oraz Sonar no questa nada.
Dziś Mirela spogląda już przychylniejszym okiem na reklamówki; wystąpiła w kilku, m.in. McDonald'sa, dżinsów czy alwaysów. No i piwo Polar, jak wszystkie najseksowniejsze Wenezuelki. Uległa też namowom i pozowała do rozebranych zdjęć - ale dopiero dwa lata temu, a nie na początku kariery.
Mirela Mendoza Migas urodziła się 23 września w Caracas, jest Wagą. Za swą największą zaletę uważa szczerość, za wadę - to, iż utrzymanie dyscypliny wewnętrznej tak dużo ją kosztuje. Uprawia tae-boo, kickboxing i jogę. W wolnym czasie czyta, słucha dowolnej muzyki. Lubi kuchnię hiszpańską i meksykańską. Jej ulubieni aktorzy to Roberto Moll i Elba Escobar. Za grosz nie ma słuchu muzycznego - koledzy na planie Kobiety Judasza chcieli ją zlinczować, gdy nie mogła przestać śpiewać pod nosem ówczesnego wielkiego przeboju "Asereje"...
| kliknij na zdjęcie, aby je powiększyć |
|
Niektóre zdjęcia pochodzą ze strony rctv.net
|