|
Luciano D' Alessandro
Aktor znienawidzony
wrzesień 2006
Urodził się w 90-tysięcznym mieście El Tigre w stanie Anzoategui na północy Wenezueli. Skończył studia licencjackie, po których byłby administratorem sieci komputerowej w jakiejś miłej firmie. "Moment, w którym dostałem do ręki dyplom, to jedna z najważniejszych chwil w moim życiu" - mówi. Wcześniej jednak zaczął współpracę z agencją modelingu. Wystąpił w reklamówce znanego szamponu, dzięki której zauważony. Posypały się propozycje innych reklam, także spoza Wenezueli. Pierwszą rolę fabularną dostał w Szmacianej lalce. Wcielił się w zepsutego i interesownego Daniela - i stwierdził, że aktorstwo to jest to, co chciałby robić w życiu. Wysłał swoje cv i portfolio do "wszystkich świętych" w RCTV, udało mu się dostać na kilka castingów w tej stacji i wreszcie zaoferowano mu rolę w telenoweli A calzon quitao (2001). Potem zagrał jeszcze w Mi gorda bella (2002) i Estrambotica Anastasia (2003). Nigdy nie uczył się aktorstwa w żadnej szkole, chodził jednak na prywatne lekcje m.in. do Gustava Rodrigueza (Imperium kobiet).
Miłość i przemoc to pierwsza telenowela, w której gra główną rolę. "Przez pierwsze tygodnie czułem ogromną presję, bo wszyscy obserwowali, czy dam sobie radę. Z drugiej strony, gdy nie grałem amanta, nie zawracałem sobie głowy makijażem czy fryzurą, ktoś o to dbał za mnie albo i nie. Teraz muszę bardzo zwracać uwagę także na to, jak w danej scenie wyglądam, nie pozwalają mi o tym zapomnieć!" - śmieje się Luciano. - "Z czasem się uspokoiłem, ale do końca towarzyszyło mi pytanie, czy aby na pewno to, co zrobiłem, zrobiłem dobrze". Gdy zaczynał wcielać się w Juana Marco, widzowie pamiętali go najlepiej z postaci psychopatycznego sadysty w Mi gorda bella, znęcającego się nad niewinną Chiqui (w tej roli Norkys Batista). "Zatrzymywali mnie na ulicy i mówili, jak bardzo mnie nienawidzą. Nawet Norkys, czyli Ana Jesus, powiedziała, że wszyscy w jej rodzinie mnie nie znoszą i martwią się, że znów będzie ze mną pracowała. A przecież rola tak złego człowieka była dla mnie znakomitym ćwiczeniem warsztatowym, mnóstwo się nauczyłem. Powszechna nienawiść świadczy o tym, że jako aktor odniosłem sukces" - mówi Luciano. Jego kolejny bohater, Juan Marco, nie jest człowiekiem tak niemoralnym. "Nie jest zły ani dobry, jest normalny" - broni Luciano swej roli donżuana. Czy nie boi się jednak, że teraz przyczepi się do niego etykieta amanta? "Istnieje takie niebezpieczeństwo. Mam jednak nadzieję, że już pokazałem, że jestem przede wszystkim aktorem".
Urodziny obchodzi 24 stycznia. Uważa się za człowieka odpowiedzialnego, wrażliwego, pracowitego. Na pytanie, co uczyniłoby go szczęśliwym, odpowiada: "dobrze wykonana praca". Smuci się, gdy nic mu nie wychodzi. Lubi kolor niebieski i wiersze Pabla Nerudy, podziwia Ala Pacino i Gwyneth Paltrow, w której - podobnie jak w Liv Tyler - podkochuje się platonicznie. W wolnym czasie śpi albo idzie do kina. Raz w tygodniu chodzi na jogę, częściej do siłowni. Czasem gra w piłkę nożną. Słucha "każdej muzyki, przede wszystkim brytyjskiej". Ulubiona płyta to soundtrack filmu Kill Bill. Tańczy, ale nie entuzjastycznie. Smakuje mu kuchnia wenezuelska i włoska, lubi kurczaka. Sam świetnie przygotowuje pizze i pasticho. W marcu 2005 otworzył restaurację w Maracay - prowadzą ją jego rodzice. Specjalnością zakładu są "owoce morza i kuchnia międzynarodowa". Preferuje zapachy od Givenchy'ego i Hugo Bossa. Ceną sławy, trudną do przełknięcia, jest dla niego utrata prywatności.
Za swój największy atut uznaje swój uśmiech. Jego ideał kobiety to osoba inteligentna i z poczuciem humoru, czuła, lubiąca zwierzęta (choć sam nie ma żadnego) i, oczywiście, pracowita. Pierwsza miłość Luciana miała na imę Adiarin i sześć lat, tak jak Luciano - czekał na nią w drodze do szkoły, by przywitać się całusem w policzek. Czym jest dla niego miłość? "Miłość jest jak ogród, trzeba ją podlewać każdego dnia czułością, dbać o drobiazgi. W związku ludzie powinni móc na sobie polegać i ufać. Ideałem związku jest taki, który nie popada w rutynę i każdy kolejny dzień jest jak zaledwie drugi spędzony u boku ukochanej kobiety". Bywa zazdrosny. Najwrażliwsza część jego ciała to brzuch, "lubię być po nim głaskany". Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia i w małżeństwo. Kilka lat temu związany był z Chantal Baudeaux. "Nie, nie myślimy o małżeństwie. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, ale do chwili, gdy zapragnę się ożenić, minie jeszcze pewnie kilka lat" - mówił w roku 2003. W sierpniu 2005 zapewniał, że od dwóch lat nie ma dziewczyny: "Jestem całkiem sam i dobrze mi z tym!".
| kliknij na zdjęcie, aby je powiększyć |
|
|