|
Hilda Abrahamz
Piękność z charakterkiem
grudzień 2006
Znana jest z operacji plastycznych i gwałtownego charakteru. Podobno była uczestniczka Miss Venezuela (1980) w ciągu lat, które minęły od tego konkursu, w walce o nieprzemijalność urody usunęła sobie dwa żebra, poprawiała brwi, kształt pośladków, kształ piersi, podnosiła je, zagęszczała włosy... Wydała na to ponoć 70 tys. dolarów. Największym echem w mediach odbiły się powiększenie biustu i ust dwa lata temu. "Miało być seksownie, jest śmiesznie: ten biust jest gigantyczny, wygląda sztucznie i wcale nie zdobi. To samo Hilda zrobiła z ustami. Wygląda jak ssak" - krytykował brukowiec, wyśmiewając też sukienki aktorki w Mojej pięknej grubasce: "za obcisłe, zbyt wyzywające, zbyt odsłaniające biust. Karykatura po prostu".
Czy ciało jest obsesją Hildy? W plotkarskim programie De Boca en Boca w roku 2003 została uznana za "La Pechonalidad mas ipactante de RCTV (Najbardziej przebojowa biuściastość RCTV). Jej kontrkandydatkami do tytułu były Roxana Diaz (Prawo do miłości) i Norkys Batista, a orzekało jury w składzie Juan Pablo Raba (Moja piękna grubaska), Marcos Moreno (Calypso) i Luciano d'Alessandro. "Jestem zadowolona ze swego biustu" - skomentowała ten wybór wtedy, ale wkrótce go zoperowała. We wrześniu 2005 pozowała w bardzo skąpej bieliźnie do zdjęć w piśmie dla panów "Urbe bikini", wenezuelskim odpowiedniku "Maxima". Nie była sama - w tej samej sesji (bardzo odważnej) brały udział Dora Mazzone, Emma Rabbe, Kiara i Astrid Carolina Herrera. Hilda była najstarsza pośród tych "veteranas" - urodziła się w 1959 roku. Sesje w "Urbe bikini" to dla początkujących gwiazdek szansa na zauważenie, dla gwiazd - potwierdzenie ich seksapilu. Abrahamz potraktowała sprawę śmiertelnie poważnie. Nic dziwnego - rok wcześniej w którymś z wywiadów wyznała: "Mam poczucie, że przede mną jeszcze jakieś dziesięć lat kariety. Mam talent, ale uroda też była w mojej pracy bardzo ważna. To trudne do zniesienia. Moja fizyczność pomogła mi stać się tym, kim jestem, ale to jeden z najdroższych rachunków, które płacę. Ludzie zawsze chcą cię widzieć piękną i nie wybaczają, gdy zdarzy ci się zbrzydnąć. Chwała Bogu, mam dobre geny. Nie muszę bardzo dbać o siebie, ale jestem na diecie, chodzę do siłowni trzy razy w tygodniu. Nie mam jednak obsesji na punkcie ćwiczeń czy kosmetyków. Używam mleczka do demakijażu, toniku, kremu nawilżającego - jak wszyscy. Na razie na szczęście twarz mi nie obwisła, ale jeśli to się stanie, po prostu zrobię sobie lifting, bo chcę się sobie podobać. Był taki moment w moim życiu, gdy uważałam taki tok myślenia za próżność, ale teraz wiem, że to tylko pewność siebie i szacunek dla siebie, to zupełnie co innego. Moją twarz oglądają tysiące ludzi. I też oceniają. Nie chcę się zestarzeć publicznie. Mam nadzieję, że będę umiała się wycofać w odpowiednim momencie".
W o trzy lata późniejszym niż Moja piękna grubaska serialu Miłość i przemoc oglądamy jednak zupełnie inną Hildę: pozbyła się włosów topielicy, biust zniknął gdzieś pod garniturami, pod którymi nie dało się jednak ukryć doskonałej figury. Widzimy nie żałośnie próbującą zatrzymać młodość panią w średnim wieku, ale piękną, seksowną, pełną charakteru, świadomą siebie kobietę. I właśnie ten charakter sprawia, że Hilda raz po raz trafia na łamy prasy kolorowej. A to zagalopuje się w scenie, w której ma się rzucić z pięściami na swego partnera (w serialu La nina de mis ojos) i w efekcie oboje są cali w siniakach. A to odmówi grania scen pocałunków z aktorem, który przed ujęciem raczył się alkoholem (Moja piękna grubaska) i nie ugnie się mimo szantażu producentów "będziesz płaciła za opóźnienie zdjęć" (dopięła swego i tego dnia kręcono inne sceny). Taak, charakter to ona ma. I takie też grywa postaci.
Ale o sobie mówi: "Jestem kobietą z charakterem, kiedy to potrzebne. Wzbudzam szacunek. Więcej, ludzie się mnie boją. Nie wiem, dlaczego, myślę, że to z powodu mojej powierzchowności. Wiem, że wyglądam majestatycznie i na osobę o silnej osobowości, a ja po prostu mam swoje zdanie - czy to od razu musi odstraszać? Dużo wymagam i od siebie, i w pracy, i od życia. Często jestem nietolerancyjna. Ale ludzie, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że jestem też serdeczna, że można na mnie polegać. Nie mam przyjaciół w telewizji, ale z wszystkimi tu żyję dobrze. Mam poczucie, że RCTV jest jak jedna wielka rodzina."
Własna rodzina Hildy to pięć sióstr. W roku 1996 wyszła za dziewięć lat młodszego Eduarda Rosicha Saccaniego. Jak mówi, nie mogłaby żyć bez miłości. Kiedy poznaje mężczyznę, patrzy najpierw na ręce i oczy. Jej największa słabość to czekolada, ale nie potrafiłaby też zrezygnować z sera i Coca Coli light. Jeśli czegoś zazdrości innym, to wiedzy. Nienawidzi się spóźniać.
Dla porządku przypomnijmy jeszcze tylko wszystkie telenowele Hildy Abrahamz: Luz Marina (1981), Caprichos S.A., Bienvenida Esperanza, Leonela, Selva María, La pasión de Teresa, Abigaíl, Natasha (Perú), Pogarda (1991), Princesa (Argentina), Por estas calles, De mujer a mujer, Kaina, Carita pintada, Angélica Pecado, La niña de mis ojos, Angélica pecado, Moja piękna grubaska, Estrambótica Anastasia, Miłość i przemoc.
| kliknij na zdjęcie, aby je powiększyć |
|
Hilda Abrahamz
Znam swą wartość
listopad 2000
Rola w serialu Kaina - królowa dżungli należy do jej ulubionych. To w tym filmie, po serii ról, które wymagały od niej tylko ładnej buzi i zgrabnej figury, mogła pokazać, że naprawdę jest aktorką. Przeszłą długą drogę od pozowania do zdjęć i konkursu Miss Venezuela do statusu gwiazdy w Wenezueli i Peru. Tym, co najbardziej pomogło jej w karierze, były - jak twierdzi - surowe oceny krytyków.
Hilda Astrid Abrahamz Navarro urodziła się 14 listopada (Skorpion) w Caracas. Zaczynała jako modelka, w 1980 roku wystartowała w konkursie Miss Venezuela i zdobyła tytuł Miss Prowincji Vargas. Zagrała w kilku telenowelach w swoim kraju, w Peru i Argentynie. Próbowała też swoich sił na deskach teatrów. Tu spotkała się z miażdżącą krytyką - recenzenci nie zostawiali na niej suchej nitki. Hilda była ambitna, wzięła sobie do serca ich słowa i przez kilka lat intensywnie pracowała nad swoim warsztatem aktorskim. W telenowelach Angela i Carita Pintada dała się już poznać jako aktorka dojrzała. Te filmy (wraz z Kainą oraz Abigail z początków kariery, gdzie grała podwójną rolę dobrej i złej bohaterki) uważa dziś za swe ulubione.
Od bohaterek szlachetnych i skrzywdzonych woli te krzywdzące, targane namiętnościami, egocentryczne i też nieszczęśliwe. Uważa, że ma w nich więcej do powiedzenia widzowi. Warunki zewnętrzne sprawiają zresztą, że tak jest przede wszystkim obsadzana przez reżyserów.
Prywatnie jest szczęśliwą żoną mężczyzny, którego uważa za swego największego przyjaciela. Nie mają dzieci. To przez długi czas było dla Hildy dramatem, dziś mówi: "przestałam się już obsesyjnie starać o syna i zdałam się na to, co Bóg ześle". Najbardziej boi się życia w samotności, nie znosi hipokryzji i fałszu. Za swą największą wadę uważa niecierpliwość, a za zaletę - pewność siebie ("choć rozumiem, że to czasem bywa wadą. Ale po prostu wiem, co jestem warta"). Przyznaje się do słabości: ma łaskotki pod stopami, uwielbia bawić się swoimi włosami, wypróbowywać nowe fryzury. Nie znosi zostawać sama w ciemności.
Lubi słodycze i kurczaka w każdej postaci. Przyznaje się też do jednej platonicznej miłości - a jest nią... Brad Pitt.
|